„To sito nie gubi diamentów”

„To sito nie gubi diamentów”

Maciej Wojtyszko o „nowych kadrach teatru”, czyli projekcie Teatroteka WFDiF– Za 20 lat na dokonania reżyserów wchodzących dzisiaj do zawodu będziemy patrzyli przez...
opublikowano 1 lutego 2017

Maciej Wojtyszko o „nowych kadrach teatru”, czyli projekcie Teatroteka WFDiF

– Za 20 lat na dokonania reżyserów wchodzących dzisiaj do zawodu będziemy patrzyli przez pryzmat tego, co zrobili w ramach Teatroteki. Bo choć to wszystko jest tak naprawdę „kuchnią ludzi biednych”, to jednak smakuje. Może właśnie dlatego, że trzeba w niej czasem pomyśleć nieco przewrotniej, zrobić coś nie tak, jak zrobiono dotąd – o Teatrotece WFDiF i zbliżającym się festiwalu TEATROTEKA FEST (8-12.02, Teatr Collegium Nobilium, Warszawa) rozmawiamy z opiekunem artystycznym cyklu, reżyserem Maciejem Wojtyszką.

Katarzyna Pilarska: Czy młodzi ludzie potrafią Pana jeszcze zaskoczyć?

Maciej Wojtyszko: Tak, w przypadku Teatroteki na ogół pozytywnie. Mówię tak dlatego, że młodzi ludzie potrafią mnie też zaskoczyć negatywnie, ale to się częściej zdarza w teatrze. Natomiast w przypadku Teatroteki – może dlatego, że mamy do czynienia z przekazem linearnym i jakoś uporządkowanym dramaturgicznie – te zaskoczenia są na ogół pozytywne. Zadziwia mnie pozytywnie i to, że polska dramaturgia jest tak różnorodna, że zajmuje się tak wieloma tematami. I to, że dość łatwo młodzi dramatopisarze potrafią łączyć odrębne porządki: poezję, prozę, dramat, różne języki, różne formy. A to się oczywiście przekłada na pracę reżyserów. Reżyser, który dostaje coś nieco bardziej złożonego niż poprawną, realistyczną historię, musi też znaleźć dla tego jakąś adekwatną formę estetyczną. Dlatego z dosyć dużą radością i bardzo często z pozytywnym zaskoczeniem oglądam to, co zostało zrobione w ramach Teatroteki. Nadziwić nie mogę się także temu, że powstało już 25 przedstawień! 25 pełnych wypowiedzi ludzi stosunkowo młodych – i dramatopisarzy i reżyserów. Spektakli mówiących o naszej przyszłości, przeszłości, współczesności. Ten cykl jest w jakimś sensie zdarzeniem pokoleniowym. Za 20 lat na dokonania reżyserów będziemy patrzyli przez pryzmat tego, co zrobili w ramach Teatroteki. 

Ma Pan wrażenie, że młodzi twórcy się nie boją? Połączyć rzeczy dotąd niełączone, łamać standardy?Tak. W kolejnym pokoleniu język obrazów jest nieco inny niż w czasach, kiedy realizm to był realizm, a forma groteskowa była formą groteskową. Dziś w sposób dla młodych ludzi oczywisty to się przenika, łączy, przecina, dopełnia. Osobną kwestią, fascynującą zresztą, jest to, jak własny język, dostosowując się do konkretnego dramatu, próbują znaleźć w Teatrotece scenografowie. Jak różnorodne, odmienne są scenografie i z jak wielu technik korzystają ich twórcy – czasami z greenboxu, czasami z formy łączonej: projekcji, nie-projekcji – to wszystko przychodzi im łatwo, a jednocześnie nie odbiera siły i wiarygodności samym opowieściom. Jestem dumny, że Teatroteka powstała, bo na początku był tylko zbiór pobożnych życzeń, chęci i dobrej woli. I dyrektor WFDiF, Włodzimierz Niderhaus, który – jak na najlepszego producenta filmowego przystało – cierpiał, że od czasu do czasu hala Wytwórni stoi pusta. Wpadł więc na pomysł, bardzo odważny, żeby potencjał Wytwórni „promować” za pomocą inwestycji w nową polską dramaturgię, formę telewizyjnego teatru i młodych reżyserów. Każdy spektakl Teatroteki to są cztery dni na planie, bardzo sprawna ekipa realizatorów, pracownie etc. To wszystko jest tak naprawdę „kuchnią ludzi biednych”, ale jak widać czasami się udaje i dobrze smakuje. Może właśnie dlatego, że z powodu ograniczeń trzeba czasem pomyśleć nieco przewrotniej, zrobić coś nie tak, jak zrobiono dotąd, poszukać takiej wersji, która nie wymaga od razu np. pułków wileńskich.

Jednocześnie tym młodym ludziom i ich pomysłom zaufali naprawdę doświadczeni aktorzy.Tak! I to są ci odważni aktorzy wszystkich pokoleń, którzy rozumieją, że tylko w takich zleceniach można trochę inaczej pokazać siebie, sztukę aktorską, a przy okazji przeżyć przygodę innego typu. Piękne, że wierzą w to aktorzy bardzo rozmaici – i nie o wiek chodzi, tylko o wzajemne, niezwykłe porozumienie, które się tworzy między tymi ludźmi. Mam poczucie, odbierając kolejne produkcje Teatroteki, że zrobiliśmy coś szalenie ważnego dla kultury narodowej. Bardzo dużo zrobiła Wytwórnia, dużo zrobił Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, ale resztę ci młodzi twórcy zrobili sobie sami. Dostali wędkę i coś złowili.

A mówił Pan czasem twórcom, żeby nie szli jakąś drogą, że coś się nie uda, że tak mają nie robić? Czy pozwala im Pan pod swoją opieką artystyczną próbować wszystkiego? O ile w ogóle pytają o zdanie…Bardzo różnie. To jest zresztą dla mnie także ciekawe doświadczenie. Są twórcy,  którzy starają się w ogóle nie dzwonić, nie pytać i nie rozmawiać, bo myślą, że wiedzą wszystko najlepiej. Ale są też tacy, którzy mają wiele zmartwień i dzwonią bardzo często, w każdej sprawie. Każdy jest inny. Zawsze podczas tych realizacji przychodzi jednak taka chwila, kiedy albo rodzą się wątpliwości, czy tak można, albo rodzą się nadzieje, że może jakimś sposobem da się coś zmienić. Bardzo sobie cenię te rozmowy. Po każdym zrealizowanym spektaklu mógłbym o ich reżyserach wiele powiedzieć. Także to, w czym będą dobrzy, a gdzie się mogą w przyszłości pomylić. Na kolaudacjach bardzo szczerze mówię, kiedy – moim zdaniem – coś zostało zrobione niepotrzebnie, albo, że zmarnowali czas na coś nieważnego. Bywa i tak, że z bólem serca i jakąś goryczą, mając przed sobą coś wybitnego, muszę im pomagać w skrótach i cięciach, bo te realizacje mają określone warunki. Nie mam jednak jak dotąd poczucia, że ktoś został tymi formalnymi ograniczeniami skrzywdzony.

W końcu ma im Pan pomagać.No tak, ale różnie bywa. Na ogół wszyscy troszeczkę drżą, kiedy zaczynają, a potem wpadają w szał twórczy. Na koniec przychodzi czas refleksji i pytanie, czy wszystko wyszło dobrze. Coś się dodaje, wycina, dochodzi dźwięk i na kolaudacji okazuje się, że jest super.

Jurorzy festiwalu TEATROTEKA FEST będą mieli trudny wybór?Nie chciałbym być w ich skórze. To jest tak zwany „dylemat Bromby”. Jak wymierzyć rzeczy niewymierne? Ja z tych przedstawień, które świetnie znam, każde wielokrotnie oglądałem, może wybrałbym 10, które „bardzo lubię”, 10 które „lubię” i jedno-dwa, co do których mam wątpliwości, czy dobrze się stało, że powstały. Ale przyznać jedną główną nagrodę?!  Bardzo się cieszę, że mamy tak kompetentne jury. Kiedy zobaczyłem nazwiska osób zaproponowanych przez Krzysztofa Domagalika, dyrektora festiwalu, to się uspokoiłem, że ich wybór będzie sensowny. Na pewno będą się męczyć, ale zrobią, co w ich mocy, żeby było obiektywnie.

Jak Pan tłumaczy hasło „Nowe kadry teatru”? Dla mnie od początku były to kadry z planu filmowego. Ale mogą to być też przecież kadry osobowe.Właśnie na dwa sposoby. Nowe kadry filmowe, telewizyjne i nowi ludzie. Wydaje mi się, że mamy w tej chwili bardzo dobrą kadrę reżyserską. Co ciekawe, rozmawiałem niedawno z panią Anią Smolar, która uświadomiła mi, że we Francji proporcje reżyserek do reżyserów to nadal 20% do 80%. A u nas, dosyć konsekwentnie, obie szkoły, które kształcą reżyserów teatralnych, tzn. krakowska i warszawska, przestały „prześladować kobiety”. To jeszcze nie jest tak, że zaczęły je lansować, ale na pewno przestały prześladować. W Teatrotece proporcja, o której wspomniałem, kształtuje się pewnie na poziomie 40% do 60%, a może nawet jest to „pół na pół”. Cieszę się z tego, bo daje to dużo szerszy ogląd. Bardzo mi się zresztą podobało, że w „Humanach” – to taki spektakl opowiadający o tym, że w przyszłości będzie można mieć… Nie wiem jak to powiedzieć…

…partnera robota?

Tak, partnera seksualnego w postaci robota, idealnego… reżyserka, za zgodą autora dramatu, zmieniła płeć głównego bohatera. To nie bohater szuka partnerki, tylko bohaterka szuka partnera. Przygody z płcią są częścią Teatroteki w tym znaczeniu, że to także są problemy, których ludzkość wcześniej nie zauważała. Bardzo dużo mamy tutaj ciekawych opowieści o tym, co może się zdarzyć w niedalekiej przyszłości. I te opowieści są poruszające i niepokojące z różnych powodów.

Wierzymy w nie. Wydaje się, że tak faktycznie może być.Pewne przeczucia wydają się rzeczywiście prawdopodobne czy wiarygodne.

Jaka jest kolejność – twórcy przychodzą do Pana, do WFDiF, czy w jakiś inny sposób trafiają do Teatroteki?Zaczęło się od łapanki, także dlatego, że stała wolna hala i trzeba było zrobić jakiś spektakl „na już”. Spektakl zresztą bardzo udany.

Który był ten pierwszy?„Walentyna”. Po tej realizacji zaczęli się do mnie zgłaszać zarówno młodzi reżyserzy, jak i autorzy. Decyzje o tym, któremu reżyserowi przydzielić konkretny tekst, podejmowaliśmy w ramach rady programowej WFDiF. To też nie było proste.

Czyli reżyserzy nie przychodzili ze swoimi pomysłami na to, co chcieliby zrealizować?To się zwykle tak odbywa, że któraś z osób opiekujących się Teatroteką – redaktor czy ja – mówi: „Do tego dramatu pasowałaby ta lub ta osoba”. Oczywiście naturalnym ograniczeniem jest nasza wiedza o rynku, ale myślę, że sito osób, które podejmują decyzję, nie gubi diamentów. Te osoby wiedzą, jakie są sztuki na rynku, jakie czekają u nas na realizację i jakich mamy reżyserów. Niedawno rozstrzygnęliśmy konkurs przygotowany wspólnie z ZAiKS-em na scenariusz widowiska w formie teatru telewizji i spadło na nas kilka tekstów, do których trzeba było znaleźć, a właściwie nadal jeszcze szukamy, reżyserów. 

Zgłosić może się każdy?To muszą być reżyserzy trochę sprawdzeni, w tym sensie, że mogą być zarówno reżyserami filmowymi jak i teatralnymi, bo nie ma specjalności teatr telewizji, ale muszą mieć jakieś „świadectwa pracy”. Jeśli ktoś nie zrobił przynajmniej 20-minutowego filmu lub spektaklu, czegoś co może mi pokazać, to z dużą nieśmiałością będę go zapraszać do współpracy. To jest jednak ryzyko.

Na koniec chciałam zadać to pytanie, które wielu nasuwa się jako pierwsze. Czym spektakle Teatroteki różnią się od przedstawień Teatru Telewizji – poza tym, że nie są oczywiście realizowane przez TVP tylko przez WFDiF?No właśnie chyba tylko producentem. Jestem przekonany, że gatunek „teatr telewizji” jest gatunkiem bardzo przewrotnym. W Polsce jest „Złota setka Teatru TV”, w której też mam swój udział. Pamiętam momenty, kiedy zupełnie świadomie chciałem na przykład robić  „Ferdydurke” w telewizji – nie w kinie i nie w teatrze. To było miejsce, w które ta „Ferdydurke” się jakoś wpasowała. Jest literatura, która idealnie mieści się w „teatrze telewizji”. A że definicja jest obciążona błędem petitio principii? No jest.

Nie walczmy z tym zatem?Nie walczmy. Myślę, że jeśli widz otrzymuje hasło „teatr telewizji”, to równie dobrze może się spodziewać adaptacji Dickensa czy Dostojewskiego, jak i tego, że będzie to polski, współczesny tekst, bardzo niezwykły, inny niż w przypadku seriali, o losach ludzi współczesnych. Ja sam jestem naprawdę bardzo zaskoczony tym, jak Teatroteka stała się rodzajem dowodu, że myślenie o sztuce telewizyjnego teatru może być tak różnorodne.

TEATROTEKA FEST

Festiwal TEATROTEKA FEST odbędzie się w dniach 8-12 lutego w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie. Będzie to pięciodniowy przegląd 25 spektakli, które w ciągu ostatnich czterech lat powstały w ramach projektu Teatroteka WFDiF. To także okazja do spotkania z twórcami prezentowanych spektakli i rozmowy – o ich pracach oraz o współczesnym polskim dramacie.

Wstęp na wszystkie wydarzenia jest bezpłatny. Dokładny program festiwalu znajduje się na stronie www.teatroteka.com.pl.

Organizatorami festiwalu są: Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych oraz Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza. Współorganizatorem festiwalu jest Stowarzyszenie Autorów ZAiKS. Partnerem Festiwalu jest Onet. Festiwal odbędzie się pod honorowym patronatem ZASP –  Stowarzyszenia Polskich Artystów Teatru, Filmu, Radia i Telewizji oraz Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Festiwal współfinansowany jest przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Festiwal TEATROTEKA FEST adresowany jest do osób powyżej 16-tego roku życia.

Kalendarium

zobacz wszystkie

Teatroteka Fest, dzień 1

„To sito nie gubi diamentów”

08.02

Prawda – nieprawda.

czytaj dalej

Teatroteka Fest, dzień 2

„To sito nie gubi diamentów”

09.02

Rozbijanie mitów.

czytaj dalej

Teatroteka Fest, dzień 3

„To sito nie gubi diamentów”

10.02

Postdramat – kryzys czy szansa?

czytaj dalej

Teatroteka Fest, dzień 4

„To sito nie gubi diamentów”

11.02

Historia z przyszłością.

czytaj dalej

Aktualności

zobacz wszystkie

I edycja Festiwalu TEATROTEKA FEST

„To sito nie gubi diamentów”

08.02
czytaj dalej

Zobacz również