Może i piczek-zasadniczek, ale jak ciekawie prowadzi!

Może i piczek-zasadniczek, ale jak ciekawie prowadzi!

Wielowymiarowy portret jednego z najwybitniejszych polskich i francuskich aktorów.
opublikowano 21 maja 2020
Do książki Arkadiusza Bartosika i Łukasza Klinke „Andrzej Seweryn. Ja prowadzę!” zabierałam się jak pies do jeża. Aktor jest powszechnie postrzegany jako wzór cnót, człowiek akuratny, tradycjonalista. Słowem nuuuda. I tu się mile rozczarowałam. Wywiad rzekę z aktorem czyta się z dużym zainteresowaniem.

 

Oczywiście panowie „wywiadowcy” przepytują Andrzeja Seweryna z jego dokonań artystycznych i działalności antysystemowej w czasach PRL-u, ujawniają nazwiska kolegów, którzy na niego donosili. Albowiem aktor był aresztowany podczas zajść związanych ze zdjęciem z afisza Teatru Narodowego w Warszawie „Dziadów” w reż. Kazimierza Dejmka. Podpisywał antyrządowe listy i petycje. Pozostawał w kręgu oddziaływań Jacka Kuronia, którego uznawał za duchowy autorytet. Jego pierwszą żoną była aktywna działaczka opozycji antykomunistycznej, Bogusława Blajfer. Na emigracji należał do Komitetu Koordynacyjnego NSZZ „Solidarność” w Paryżu. Przeprowadzający wywiad dziennikarze dotarli do osób poświadczających rolę Andrzeja Seweryna w działalności Komitetu. Jednak sam zainteresowany zdaje się umniejszać swoją pomoc.

Aktor po studiach w warszawskiej PWST (obecnie Akademia Teatralna) został zaangażowany do Teatru Ateneum w Warszawie, gdzie dyrektorem był Janusz Warmiński. Stan wojenny zastał go w Paryżu, gdzie został na ponad 30 lat. Grał w przedstawieniach Petera Brooka, był aktorem w Comedie Francaise, był jej socjetariuszem i członkiem Komitetu Administracyjnego. Po powrocie do Polski został dyrektorem Teatru Polskiego w Warszawie, którym kieruje do dziś. Co oczywiste, sporo rozmów poświęconych jest tym kolejom jego życia, wiele skupia się na jego pracy w teatrze i na planach filmowych.

Jakżeby inaczej, jest i o diabelskiej systematyczności i zabójczej dokładności aktora, jego solidności i harcerzykowatości. Piczek zasadniczek – taka krąży o nim opinia. I tak zatytułowany jest jeden z rozdziałów, a Andrzej Seweryn z powagą odnosi się do tych opinii o nim, ale też nie zawsze się z nimi zgadza. ” – Od wielu lat nakłada mi się gębę zapatrzonego w siebie pracoholika” – mówi. ” – Proszę jednak zauważyć, że mimo nawału pracy coraz częściej i intensywniej żyję poza zawodem. Skończyliśmy właśnie budowę domu nad morzem, odwiedzają nas tam dzieci i wnuki. Czuję się spełniony rodzinnie.” – dodaje. Wydaje się, że Andrzej Seweryn chce się ukazać od strony bardziej „rozwichrzonej”, a i dziennikarze przeprowadzający wywiad-rzekę zastosowali trick ocieplający wizerunek bohatera książki. Mianowicie, zamieścili w książce tzw. intermedia przerywające wywody aktora. A to wejdzie na chwilę do salonu żona Andrzeja Seweryna i coś zagada; a to aktor coś zanuci, zaśpiewa czy odda się deklamacji; a to pobiegnie do pokoju obok w poszukiwaniu kalendarzy, notesów i zeszytów, w których od lat skrzętnie prowadzi zapiski, co robił; a to zadzwoni do kogoś z rodziny czy znajomych, żeby uściślić jakieś fakty; a to coś zademonstruje: wykona bokserskie zwody, których nauczył się do roli w „Królu” wg Szczepana Twardocha czy „kopnięcie koliste”, którego uczył się do „Mahabharaty” w reż. Petera Brooka. To stały lejtmotyw tych zwierzeń.

Wywiadowcy starają się pokazać Andrzeja Seweryna z wielu stron. Jest tu i o kibicowaniu piłce nożnej, poglądach politycznych, graniu w kości za kulisami Teatru Ateneum, wyskokach alkoholowych. Andrzej Seweryn przyznaje się do kompleksów wynikających z braku źródeł, korzeni i lektur. A przecież do każdej roli przygotowuje się czytając niemal wszystko, co może pomóc w jej zbudowaniu! Pasjonuje go praca nad poruszaniem się: „- Kiedy już się wie, jak chodzi postać, którą się gra… Rozkosz, panowie.” Aktor opowiada o wpadkach na planach filmowych i na scenie, psikusach i żartach, które robią sobie aktorzy, o spotkaniach z papieżem Janem Pawłem II, Sławomirem Mrożkiem, Arturem Rubinsteinem, Stevenem Spielbergiem, współpracy z Andrzejem Wajdą, Andrzejem Żuławskim, Peterem Greenawayem, Peterem Brookiem, asystowaniu Tadeuszowi Łomnickiego, przed którym respekt, graniczył u niego ze strachem. Mówi także o swoich pięciu małżeństwach: z klasą i dyskretnie, o roli mamy w jego życiu.

To wielowymiarowy portret jednego z najwybitniejszych polskich i francuskich aktorów. Warto zanurzyć się w jego opowieści. Prawie 500 stron przeleci jak z bicza trzasnął.


Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke, „Andrzej Seweryn. Ja prowadzę!”
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2019

Powiązane

Zobacz również