Stypendystami V edycji DRAMATOPISANIA zostali Magdalena Drab oraz Beniamin M. Bukowski. W ramach rozpoczętego w 2020 programu przybliżamy sylwetki i pracę jego laureatek i laureatów. Opublikowany poniżej „Słownik twórczości Magdaleny Drab” to spis haseł, które w szczególny sposób prowadzą przez życie i dorobek dramatopisarki.
Zapraszamy do poznania bliżej laureatki V edycji!
ART BRUT

Ilustracja autorstwa Magdaleny Drab
Dotarcie do malarskiej i pisarskiej twórczości Marii Wnęk – przedstawicielki nurtu art brut, a w konsekwencji, stworzenie scenariusza monodramu na motywach obrazów malarki pt. „Curko moja ogłoś to – rytmizowany biuletyn z wystawy Marii Wnęk”, stanowi ważny etap w twórczym rozwoju Magdaleny Drab, który wyraźnie zakreśla kierunek jej twórczych poszukiwań. Udramatyzowany „eksponat do słuchania” stanowi nie tylko eksperyment z formą sceniczną i literacką, ale staje się także ciekawym dopełnieniem rozważań autorki, na temat podmiotowości i statusu osób wykluczonych, twórców naiwnych, odklejonych od rzeczywistości, a jednocześnie doświadczających jej w sposób niezwykle autentyczny i intuicyjny. Również narzędzi jakimi (nie)dysponują, aby stworzyć swoje reprezentacje. Spektakl przygotowany przez łódzki Teatr Zamiast, współtworzony od 2014 przez Drab i jej przyjaciół – absolwentów Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera, stanowił jednocześnie materiał badawczy dla pracy doktorskiej artystki. To „uporczywe poszukiwanie bohatera”[1], wędrówka aż do nowosądeckiego powiatu, archiwistyczna praca, rozpisanie na głosy i dźwięki, przepisywanie notowanych w uniesieniu przez malarkę, zielonym długopisem słów Jezusa na rewersach obrazów, ma w sobie coś z misyjności. W pracach Wnęk przecinają się kluczowe dla twórczości Drab wątki sakralne, ale także mimowolne skierowanie uwagi w stronę istot słabych, potrzebujących i opuszczonych:
Trzeba pomagać wszystkim osobom opuszczanym, chorym i samotnym i staruszkom, wszystkim, którzy są wymienieni, tak biurowo, jak duchowo i materialnie na każdym kroku, a także trzeba mieć serce i dla niedorozwiniętych, a nawet trzeba mieć serce i dla umysłowo chorych, bo to też ludzie nieszczęśliwe, przeze mnie stworzone i wybrane, za nich ja też cierpiał, aby im też zabroniono wszelkich krzywd robić. Bo jak nie to niebo z ziemią się połączy nastaną dni ciemności nieprzewidziane na całym świecie i w mieszkaniach i gdzie oko nie sięgnie i miliony miliony trupów będą za życia się spalą a dusze ich do piekła wpadywać będą tylko naprawdę (…)[2]
Zachwyt nad bezimiennymi, wyczulenie na konstrukcje językową, na fenomen nieskładności słów rozpędzonych w kilku kierunkach naraz, fascynacja zagadywania rzeczywistości, focus na słowa zespolone z codziennością, naiwne, dziecięco proste opisy doświadczeń, skargi skierowane do nieobecnych sprawiedliwych – materia, która służy Drab do dalszego przetworzenia jest gęsta, przesiąknięta ludzką krzywdą i bezradnością. Sztuka Wnęk – samotniczki i schizofreniczki, jej barwna osobowość, ale i postawa wobec rzeczywistości, potrzeba opisywania jej po swojemu, nadawania jej kształtu i barw – to pejzaż, którym Drab jest uwiedziona. Teatralna etnografia pozwala odkryć ukryte fenomeny, badania terenowe gwarantują zderzenie z żywą legendą, domagającą się kolejnej o niej opowieści.
Autorka lubi przedzierać się przez gąszcz ludzkiej gadaniny, przez chór głosów, których nikt nie chce słuchać. Przez opowieści kameralne i nieepickie. Dialoguje z kanonem literackim by za chwilę odbić w stronę ulic zalanych myślami, szarych domów, w których brak porozumienia, miłości i bezpieczeństwa. Sztuki Drab są jak gąbka chłonąca wszystkie możliwe nieszczęścia świata. Ten rodzaj podskórnej, nieznośnej i zaraźliwej rezygnacji z życia, autorka przełamuje przebłyskami nadziei, które tlą się w zakończeniach sztuk. Światy przedstawione w lekturze bywają surowe i niebezpieczne, namawiają do poczucia winy, oskarżają, nie otaczają opieką. Twórcom naiwnym, na szczęście nikt nie powiedział, że są artystami[3], bohaterom Drab świat szepcze prosto do ucha: jesteście nikim.
[1] M. Drab, „Sprawozdawczo”, Sprawozdawczo – Miesięcznik Teatr
[2] M. Drab, „Curko moja ogłoś to: rytmizowany biuletyn z wystawy Marii Wnęk” (na podstawie zapisów z obrazów Marii Wnęk udostępnionych przez pana Leszka Macaka)
[3] M. Drab, „Fundamentalnie”, Fundamentalnie – Miesięcznik Teatr
Ecce homo

Ilustracja autorstwa Magdaleny Drab ze sztuki „Słabi. Ilustrowany banał teatralny”
Choć biblijna struktura często porządkuje światy przedstawione w sztukach Magdaleny Drab, a religijne odniesienia budują symboliczną mapę znaczeń, trudno doszukać się w nich wzniosłej metafizyki czy cudownych, boskich interwencji. Wniebowstąpienia się nie dokonują, szybciej niż Bóg, z interwencją nadejdzie niby-Hermes w sandałach bez skrzydeł, drogą krzyżową może być macierzyństwo, modlitwą – kibicowska przyśpiewka. Nieobecność Boga, jego milczenie i krucha wiara, kompensują ekwiwalenty utraconej cudowności, które wypełniają nieznośną i monotonną codzienność bohaterek i bohaterów. Złote cielce i dziergane relikwie, nowe miejsca kultu, bożki z telewizyjnego programu – nie są synonimem bogactwa czy dobrobytu – przypominają raczej figurki z plasteliny, wykonane w pośpiechu, nieporadnie; są zlepione z resztek wyobrażeń i projekcji; chorych rojeń i niespełnionych (lub odebranych) marzeń i planów. Proces wytwarzania tej dramaturgicznej rzeczywistości oklejającej szczelnie życia bohaterów, przywołuje technikę zdobniczą nazywaną decoupagem. Decoupage klasyczny polega na naklejaniu wzoru z papieru i pokryciu go wieloma warstwami lakieru tak, aby wtopił się całkowicie i nie był wyczuwalny przy dotknięciu. To rodzaj dekoracji, własnoręcznie wykonywanej w domowym zaciszu, niedrogie odnawianie starych przedmiotów. W zamyśle przedmiot ma wyglądać jak namalowany.[1] Drab konsekwentnie wycina fragmenty rzeczywistości, które ją interesują; obserwuje je, wyławia z codzienności, przetwarza i filtruje przez swoją wyobraźnię; poszukuje formy, by w efekcie nadać im pozór nieistotności, zwykłości i niewyczuwalności, przy pierwszym zetknięciu z czytelnikiem lub widzem. Wiemy jednak, że dobierane historie – im mniej znane i przykryte warstwą ważniejszych wydarzeń, tym mocniej walczą o uwagę, tym bardziej przesuwają się z marginesów rzeczywistości, do jej centrum. Upodobanie sobie tej specyficznej nieatrakcyjności podejmowanych tematów i szerszej problematyki jaką generują, stawia autorkę w świetle wnikliwego zaangażowania, któremu blisko do socjologicznych interwencji, nakreślających genezę rozmaitych nieprawidłowości. To co interesuje Drab to szeroko rozumiana inność i niedopasowanie, uwierająca „gorszość” lub intrygująca zwykłość i banalność. Także choroba. Jakieś kobiety, jacyś mężczyźni, jacyś starcy, jakieś dzieci o imionach nie do zapamiętania, twarzach bez znaków szczególnych. Niepewnym głosem wyliczają dotychczasowe upadki: jeden, drugi, trzeci; wskazują momenty porażek, rodzinnych tragedii, ucieczek, chwile wstydu i doświadczonej przemocy. Autorka ich życia ustawia „pomiędzy” zdaniami, wtyka w szczeliny istnienia, rezerwuje miejsce w kolejce do prawdziwego, znaczącego życia bohaterów przez wielkie B. Kolejka jest długa, a jej końca nie widać. Żywoty nieświętych, nieidealnych, zahukanych, nieznacznych, nieporadnych, próbujących przetrwać, przeżyć, głodnych wzroku drugiego człowieka (już nawet nie Boga!). Śmieszne misteria. Męczennicy z własnej woli, ale i na męczeństwo skazani przez społeczeństwo, system, politykę, władzę. Wydobyć ich z kątów, z ciszy, z samotności, z rezygnacji, z pędzących pociągów, odpowiednio oświetlić, dać głos i szansę, przypomnieć o ich istnieniu – to nadrzędne cele autorki.
Fascynujący wydaje się kalejdoskop maluczkich („Ecce człowieczków”[2]), którym schronienia w swojej twórczości udziela Drab. Od słynnej Aniny cierpiącej z powodu depresji poporodowej, z nagrodzonej Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną sztuki „Słabi. Ilustrowany banał teatralny”, przez zagubionych, tytułowych „Dzielnych chłopców” ożywionych przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych i reżysera Szymona Waćkowskiego (2016), po dziewczynkę o wielu imionach z najnowszej sztuki „Strefa O”, zainspirowanej reportażem Doroty Borodaj. Reportażu opatrzonego fotografiami autorstwa Tomasza Kaczora i poświęconemu „syndromowi rezygnacji” – zjawisku rozpoznawanego wśród dzieci uchodźców. Listę uzupełnię o opiekuńczego nekrofila Bernarda ze sztuki „Trup” (półfinał Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2015), walczących o siebie emerytów odwiedzających „Pływalnię” (sztuka powstała w ramach programu stypendialnego Dramatopisanie) czy Marię Wnęk – bohaterkę monodramu autorstwa i w wykonaniu Magdaleny Drab pt. „Curko moja ogłoś to – rytmizowany biuletyn z wystawy Marii Wnęk”, stanowiącego część pracy teoretycznej, poświęconej zależnościom, jakie zachodzą pomiędzy różnie rozumianą prawdą technik aktorskich a muzycznością.[3]
Bohaterowie połączeni z ziemią cienkimi nitkami. Dziećmi, sztuką, wspomnieniami, pracą, kosmetyczką i fryzjerką, dawną miłością, odchodzącym mężem, wyobrażonym wrogiem – czasem czystym przypadkiem – w sztukach Drab zaczynają wypluwać nadmiar słów uwięzionych w gardle. Szukają kontaktu. I choć stają się egzemplifikacją tezy Davida Benatara, że „zaistnienie stanowi zawsze poważną krzywdę”[4] i gdyby nie istnieli nie można byłoby ich niczego pozbawić, mają w sobie resztkę sił, aby mówić (lub tylko myśleć, gdy brakuje odwagi), że mają prawo być.
[1] Decoupage – Wikipedia, wolna encyklopedia
[2] „Mury krzyczą albo uliczna śpiewka”, Magdalena Drab, Albert Pyśk
[3] Microsoft Word – Magdalena Drab_recenzja_doktorat_A. Serafińksa.docx
[4] D. Benatar, „Najlepiej – nie urodzić się. Krzywda zaistnienia”, Najlepiej — nie urodzić się. Krzywda zaistnienia, s. 17
LEGNICA

Ilustracja autorstwa Magdaleny Drab
Magdalena Drab w legnickim Teatrze im. H. Modrzejewskiej zadomowiła się w 2014 roku. Tu kontynuowała rozpoczętą w 2012 roku, wieloletnią współpracę z Jackiem Głombem, która zaowocowała rolami w spektaklach w jego reżyserii: „Człowiek na moście” R. Urbańskiego „Car Samozwaniec, czyli polskie na Moskwie gody” A. Nowaczyńskiego, „Biesy” F. Dostojewskiego. Tutaj dwukrotnie spotkała Piotra Cieplaka – najpierw w „Ożenku” M. Gogola (2024), później w napisanych przez siebie „Wyzwoleniach” inspirowanych dramatem Stanisława Wyspiańskiego, z którymi w ramach projektu „Teatr Polska” podróżowała po kraju. Drab z czasem stała się nierozerwalną częścią legnickiej legendy, aktorskiego wielogłosu, tak pięknie opisanego przez Jolantę Kowalską[1]:
(…) Być może z tej zasady wyrosła charakterystyczna dla Legnicy jakość aktorska, która krystalizowała się w dość szczególnej postaci realizmu. To realizm łagodnych temperatur, zdecydowanie antybohaterski, pełen empatii i ciepła, z wyrozumiałością pochylający się nad każdą rysą w charakterze człowieka, zawsze poszukujący światła w mrokach ludzkiej duszy.
W 2017 roku na legnickiej scenie Drab zaprezentowała swój monodram „Curko moja ogłoś to – rytmizowany biuletyn z wystawy Marii Wnęk”, w 2018 wyreżyserowała docenionych „Dzielnych chłopców”, wpisując się w wieloletnią tradycję legnickiej sceny chętnie podejmującej tematykę lokalną (by wspomnieć chociażby „Balladę o Zakaczawiu” czy „Made in Poland”). W 2020 roku napisała pięcioodcinkowy serial teatralny „5.0”, zainscenizowany przez Piotra Ratajczaka i zrealizowany na Scenie Gadzickiego. W tym samym roku została wyróżniona odznaką „Zasłużony dla Legnicy”. Magdalena Drab od początku wnosi twórczy ferment w życie lokalnej społeczności, zaglądając pod podszewkę tego, czym żyje miasto. Przykładem zainteresowania i pracy dokumentalnej, było wejście w zamknięte środowisko legnickich kibiców: fanów GKS Katowice, Górnika Zabrza, Ruchu Chorzów. Uruchomiło się to, co przenika pisanie Drab: przystawienie ucha do rzeczywistości, baczna obserwacja człowieka w działaniu, w „swoim korytku”,[2] próba demitologizacji hermetycznych portretów, zrozumienia fenomenu zjawiska, za którym ciągnie się czarna legenda. Regionalizm tak ważny dla rodzimej sceny, zyskał nową formę i zasięg. Historia chłopców w kolorowych szalikach, stała się wnikliwym studium tłumionego gniewu i osamotnienia.
Rozpoznawanie otaczającego świata z lupą i dyktafonem w ręku, przyglądanie się fragmentom miejskiej rzeczywistości, towarzyszyło Drab już w czasie studiów w łódzkiej filmówce, kiedy wraz z przyjaciółmi zakładała offowy Teatr Zamiast. Aby „robić dobre rzeczy” jak wspominała w jednym z wywiadów.[3] Potrzeba zakorzenienia się w tkance miasta przyniosła wówczas doświadczenie społecznej animacji, budowania wspólnoty wokół fundacyjnych projektów, w tym spektakli „Targowisko, czyli dzieje rozkładu Pana H. (2014), „Miasto Ł” (2014) czy monodramu „Motyl – publiczna egzekucja z muzyką na żywo” (2017).
Drab ciągnie w stronę niezauważanych peryferii, tego jak kształtują społeczne przyzwyczajenia i światopoglądy, jak funkcjonują w szerszym obiegu, jaki potencjał w nich tkwi. Peryferyjność jako znak szczególny – znak rozpoznawczy. Słowo, które wyznacza kierunek działania. Z którego jest się dumnym.
[1] J. Kowalska, „Idiom legnicki”, w: „Dialog” 4/2018
[2] Rozmowa z Magdaleną Drab, e-legnickie.pl – „Dzielni chłopcy” na deskach legnickiego teatru
[3] Jestem wielką fanką Łodzi ::: Artykuły ::: Encyklopedia teatru polskiego
PORTRET WIELOKROTNY

Fot. Judyta Madeyska. Autor grafiki: Maciej Rabski
Aktorka, performerka, reżyserka, dramatopisarka, wykładowczyni, eseistka, autorka ilustracji – człowiek renesansu.[1] Laureatka konkursów dramaturgicznych, by wspomnieć tylko Strefy Kontaktu czy Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną, jej sztuki znalazły się w Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej, stypendystka MKiDN, nominowana do Paszportu Polityki, laureatka „Złotego Prologu” im. Z. Hübnera Od początku swojej teatralnej kariery wymyka się jednoznacznym definicjom, poszerza horyzonty, tworzy, edukuje, projektuje, gra – stwarza i pozwala siebie przetwarzać, przeistaczać, przeskakiwać między rolami. Spisuje przemyślenia, szkicuje kolejne światy – czasem sąsiadujące obok siebie, czasem zlepione z innych estetyk i językowych błyskotek. Artystka samowystarczalna. Zaprasza do życia dziesiątki bohaterów – apologetów codzienności. Opatruje sztuki odautorskimi komentarzami, w których dopowiada, wątpi, deprecjonuje, tłumaczy czytelnikom z czym (i z kim!) mają do czynienia. Zawsze lekko i dowcipnie, ironizująco, w porywającym rytmie, często z odpowiednią melodią. Eksperymentuje z formą monodramu. W „Być jak Debbie Harry” ustalony i stereotypowy porządek społeczny, przewidywalna aura relacyjnych starć i napięć, znów stają się tłem dla konfrontacji z bohaterem rodzaju żeńskiego[2] – jego (jej!) emancypacją, uwalnianiem się ze wzroku i oczekiwań innych, wychodzenia ze skorupy „tego jak powinno być”, przepoczwarzania się, uzyskiwania podmiotowości. Rozbrajanie tej kobiecej martyrologii staje się pisarską obsesją Drab. Matki Polki, Żony Polki, Stabat Dolorosy sto lat temu i dziś pod ostrzałem krytyki Gallów Anonimów, nie potrafią wyjść z domowych jaskiń. Nadużyciem byłoby wpisanie sztuk Drab w nurt popularnych herstorii z feministycznym zacięciem, choć bolesne doświadczanie kobiecości, małżeństwa (trudnego partnerstwa) i rodzicielstwa, stanowi fundament jej tekstów. I w tym miejscu przecina się wizerunek autorki i kreowanych postaci, pojawia się siostrzeństwo i postawa sojusznicza wobec własnych bohaterów. Ukształtowany już manifest literacki i deklaracja – dopełnienie (nie jednego!) portretu artystki.
Stwarzanie własnego pokoju, owo najbardziej konkretne, jest tym właśnie, aktem twórczym i zarazem najbardziej osobistym. Aktem bardzo kobiecym, a zarazem też takim, który istnieje poza podziałem płci, takim, w jakim pisarz albo pisarka mogą zmobilizować swoją wewnętrzną kobietę, która uwielbia ozdabiać zacisza, miejsca odosobnienia i miejsca święte. I tam pozwalać sobie na bluźnierstwa, które wywodzą się wprost od modlitwy. Aktem twórczym i zarazem wciąż osobistym, gdyż takim, który nie musi podlegać ocenie z zewnątrz, nie podlega też własnej ocenie, czego nie można powiedzieć o książce; jeśli z niej chcemy uczynić własny pokój, żyć, działać, istnieć tylko w przestrzeni utkanej z fikcji, jest to możliwe, ale musimy przygotować się na niechybne wtargnięcie wandali.[3]
[1] Microsoft Word – Magdalena Drab_recenzja_doktorat_A. Serafińksa.docx
[2] A. Chałupnik, „Rodzaju żeńskiego”, w: „Rodzaju żeńskiego. Antologia dramatów” z serii „Kobieca Hypatia. Historia Polskiego Teatru”, wyd. Instytut Teatralny im. Z. Raszewskiego, Warszawa 2018
[3] I. Filipak, „Własny pokój, własna twórczość”, ze wstępu do „Własnego pokoju” Virginii Woolf, tłum. A. Graff, Wyd. Sic!, 1997
SAMOWOLKA

fot. Łukasz Giza i Btwphotographers, „Mury krzyczą albo uliczna śpiewka”, reż. M. Drab | Przegląd Piosenki Polskiej we Wrocławiu (na zdjęciu Albert Pyśk, Rafał Derkacz)
„Teatr offowy jest mi potrzebny do tego, żeby realizować swoje pomysły wtedy, kiedy chcę, prawie tak jak chcę, trochę jest mi potrzebny do samowolki, do poczucia kontroli, ale też do takiego poczucia ciągłości tworzenia, robienia. (…) U źródła wszystkiego co najlepsze w mojej pracy, leży teatr offowy.” Tak Magdalena Drab w materiale wideo przygotowanym dla Fundacii Teatr Nie-Taki w ramach projektu Off-Baza[1] skwitowała odpowiedź na zadane pytanie: „Czym dla ciebie jest teatr offowy?”. „Wielki poligon, do badania swoich możliwości jako twórca, jako artysta, jako człowiek” dodał Albert Pyśk, prywatnie mąż aktorki, zawodowo niegdyś związany z legnickim teatrem aktor, współtwórca Teatru Zamiast. Postulatem Teatru Zamiast utworzonego przez studentów V roku Wydziału Aktorskiego Łódzkiej Filmówki, było „robienie teatru”. Tylko tyle i aż tyle. „Chciałem pisać teatr” mówił niedawno Mark Ravenhill na spotkaniu zorganizowanym przez warszawski Teatr Dramatyczny im. Gustawa Holoubka, wspominając swoje początki zainteresowania teatrem. Nie wiedział, że role w teatrze są przydzielone i to one decydują o tym, jakim obszarem teatralnej rzeczywistości się zajmujesz. Wydawało mu się, że chcąc „pisać teatr” zagarnia wszystkie możliwe działania przeznaczone do realizacji, tworzenia TEATRU. Że to pisanie jest samowystarczalne, że jest jego esencją. Ta optymistyczna wizja „robienia teatru”, to fundament offowego świata, auto-etnograficznej potrzeby badania granic swojej ciekawości, inicjowania autorskich projektów, zbliżania się do rzeczywistości, która domaga się analizy i opisania. Pochwała niezależności unosi młodych artystów ponad ziemię, organizacyjne i budżetowe konieczności, przywołują ich z powrotem. Budowanie offowego królestwa wymaga wytrwałości, energii i wiary w to, że ta efemeryczna działalność dla dobra społeczeństwa, przyniesie zyski w wymiarze innym, niż czysto finansowym. Off towarzyszy Drab do dziś. Pomijając łódzkie projekty, pojawiły się nowe współprace i realizacje, by wspomnieć chociażby wyprodukowany przez Fundację Mikro Teatr – współtworzoną przez dwójkę absolwentów Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku: Annę Domalewską i Rafała Derkacza – spektakl muzyczny „Mury krzyczą albo uliczna śpiewka”, wg scenariusza Magdy Drab i Alberta Pyśka. (wyróżnienie OFF PPA podczas 41. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu.) Spektakl zakwalifikowany do 28. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Drab znowu wwierca się w tkanę miasta, w omijane szerokim łukiem naścienne komunikaty, tworząc z nich antologię niewypowiedzianych postulatów, niewykrzyczanych wyznań, tytułów niewypowiedzianych historii. Ludzkie dramaty rozpisane na murach okalających autobusowe przystanki i domy, parkany i parki, zebrane w jedno miejsce stają się dojmującym, gniewnym krzykiem. Wieczorną litanią odmawianą pod osłoną nocy i w świetle księżyca.
Ludzie piszą brzydkie listy, a dobry Bóg je deszczem próbuje zmyć, ale złość jest silniejsza.
W pośpiechu zapisany krzyk.[2]
Twórcy nie szukają inspiracji daleko, skupiają się na lokalnej wspólnocie, wykorzystują teatr jako narzędzie diagnozowania psychicznej kondycji współobywateli, zauważając wszechobecność społecznego gniewu i niezadowolenia, nienawiści i cierpienia. Może przede wszystkim samotności tych, którzy nie radzą sobie z bagażem trudności i rozczarowań: rozstań, przegranych walk z nałogiem, niesprawiedliwości, pustki, strat. Emocjonalna izolacja prowokuje twórców teatru offowego do budowania bezpiecznej sieci porozumienia, do pokazywania alternatywnych rozwiązań, do oswajania dramatów codzienności.
[1] Off-Baza: Magda Drab, Albert Pyśk, Rafał Derkacz – Co to?
[2] Fragment sztuki „Mury krzyczą albo uliczna śpiewka” , M. Drab, A. Pyśk
WYZWANIA

Plakat do spektaklu „Strefa 0”, reż. Magdalena Drab, Wrocławki Teatr Współczesny (autorem zdjęcia na plakacie jest Filip Wierzbicki)
„Pisanie to moja zabawa, czasem szarżuję i nie muszę się przejmować tym, co zrobi z tym reżyser”[1] w jednym z wywiadów dla miesięcznika „Dialog” powiedziała Magdalena Drab. Jej literackie zabawy są odważne, igranie z materią tekstową stanowi etap rozpoznawania materiału, badania możliwości konceptu, jego działania i sensu. Stylistyczne i tematyczne poszukiwania w efekcie, za każdym razem przynoszą coś nowego, nowe rozwiązania: eksperymenty z poetycką formą i muzycznością, dialogowanie z innymi tekstami, ich parafrazowanie, słowne kalambury, prowokacyjne metakomentarze, wprowadzanie działań graficznych, rozbijających dramaturgiczną stagnację (często stanowiącą cechę samych bohaterów.) Wyobraźnia Drab jest czasem motywowana propozycjami płynącymi z zewnątrz, zarówno tymi reżyserskim jak i konkursowymi. Jak sama mówi w rozmowach, chętnie podejmuje wyzwania, mierząc się z tematami nieoczywistymi takimi jak historia, Polskość, patriotyzm. W tym nurcie napisana została „Historia zapominania” – utwór rocznicowy wyróżniony w Ogólnopolskim Konkursie na Nową Polską Sztukę Teatralną „Niepodlegli”, „Film odcinkowy z ludźmi w tle” czy „Wyzwolenia” do których stworzenia namówił autorkę Piotr Cieplak. Drab nie lubi patosu, ceni szczerość i bezkompromisowość. Często korzysta z gatunkowości udramatyzowanej śpiewogry, czerpiąc garściami z czarnego, kabaretowego humoru. Obsceniczność staje się narzędziem badania granic i dobrego smaku, ale też społecznych nietolerancji i wytrzymałości. Na przeciwległym biegunie opowieści dla dorosłych znajdziemy sztuki przeznaczone dla dzieci i młodzieży: „Szczurołapa”, „Słowo na G.”, „Wojnokrakę”, w odmiennym aspekcie „Strefę 0”. To bardziej mroczne baśnie niż bajki, w których Drab stawia bardzo ważne społeczne diagnozy, przypatrując się funkcjonowaniu przemocy rówieśniczej, wojny, komunikacyjnej niesprawności, nadużyć dorosłych. Kierunek warsztatowej pracy z młodzieżą i teatralnej terapii stanowi oddzielny wątek pracy dramatopisarki. Autorka czuje ciężar współodpowiedzialności, jednocześnie wierzy w dojrzałość odbiorców i umiejętność odczytywania metafor. W przypadku „Wojnokraki” zrealizowanej w Teatrze Pinokio w Łodzi, tekst został wzbogacony o wizualno-przestrzenny PJM (Polski Język Migowy) a także język foniczny. Performowanie słowa na dodatkowych poziomach rozumienia, stało się dopełnieniem idei stworzenia bezpiecznej komunikacji z młodym widzem. Drab tworzy platformę zaufania, ale stawia także świadomie wyzwania przed odbiorcą. Zabawy z tekstem nie są pisarską igraszką, są nieustającym poszukiwaniem możliwie jak najbliższych rzeczywistości i opisywanym stanom emocjonalnym form literackich. Definiując fenomen twórczości Drab nie można pominąć prawdy, która wyłania się z gęstych opowieści o ludzkim losie. Na tym również polega paradoks tworzonego przez nią dramatopisarskiego świata: boleśnie realnego, a jednocześnie tak chętnie chowającego się w teatralności, w autorskiej kreacji, nierealności. Scena zabezpiecza bohaterów, potrafi ukoić ich traumy, wyjaśnić, dlaczego w realnym życiu, nie zaznają sprawiedliwości. Daje im szansę na wybór, pomiędzy nadzieją a rezygnacją.
Gdzieś tam daleko, w naszym starym pałacu, mój ojciec siedzi przy stole. Na obiad podano okno w kawałkach. Mamy takie zdjęcie przy tym stole, na którym jesteśmy wszyscy razem. Zostało na szafce. Już go nie zobaczymy. Jesteśmy rodziną, ale właściwie nas nie ma. Nie znajdziesz nas tam, gdzie byliśmy przed chwilą i nie ma nas też na miejscu. Jesteśmy w pół kroku, w ruchu.
Zrób zdjęcie.
M: Nie mam jak, nie mam czym…
Zrób zdjęcie. Zatrzymaj to.
M: Ale jak?
Zatrzymaj nas w tej chwili i nie ciągnij tego dalej.
O: Zaraz zapukają.
Zatrzymaj to.[2]
[1] „Nieprzyjemność” z Magdaleną Drab rozmawia Łukasz Drewniak i Justyna Jaworska, „Dialog” 6/2019
[2] Fragment sztuki „Strefa 0”, M. Drab
